Porwanie Baltazara Gąbki
- fragment
KOLEJNE FRAGMENTY CO PIĄTEK!!!

"Przeszkadzam ci? - zaniepokoił się książę i poszukał wzrokiem krzesła nadającego się do użytku. Wiedział z doświadczenia, że w Smoczej Jamie każda rzecz służyła na ogół do czego innego, niż wskazywał jej wygląd. Pamiętał, że przed tygodniem, kiedy usiadł na tapczanie, wyleciał jak z procy pod strop Jamy, ponieważ pomysłowy gospodarz był właśnie w trakcie prób mających na celu zmontowanie domowej rakiety z samoczynnie odłączającą się kabiną pilota.
- Siadaj na stole - powiedział Smok i zgarnął na ziemię stos młotków, obcążków, pilników, gwoździ i skrawków blachy.
- Czy to niczym nie grozi? - zapytał Krak.
- Bądź spokojny.
Książę usiadł więc na stole i zaraz począł machać nogami jak mały chłopiec. W mieszkaniu Smoka czuł się młodszy o trzydzieści lat i chętnie zapominał o swej książęcej godności. Żeby już nic nie brakowało mu do szczęścia, wyjął z kieszeni dwa lizaki. Jednym poczęstował Smoka, drugi włożył sobie do ust z wyrazem niewysłowionej błogości.
- Anyżkowy? - zapytał Smok.
- Uhm - mruknął książę, nie wyjmując lizaka z ust.
- W porządku. Bardzo lubię anyżkowe lizaki. Masz do mnie jakąś ważną sprawę?

Ja mam zawsze i wyłącznie ważne sprawy - powiedział Krak. - Ostatecznie jest się tym księciem, czy nie?
- Jeszcze jak - rzekł Smok. Było to jego ulubione powiedzenie.
- Jedenasta trzydzieści osiem - przypomniał Krak. - Jedenasta trzydzieści osiem. Czas przystąpić do rzeczy.
Smok zauważył, że książę przestał machać nogami.
- To będzie z całą pewnością sprawa poważna - powiedział Krak. - Znacznie poważniejsza niż zeszłym razem, kiedy prosiłem cię o zmajstrowanie zegara z kukułką.
- Przepraszam, a jak się zegar sprawuje?"

"- Doskonale. Tylko mam kłopot z ptakiem.
- Kłopot?
- Wyobraź sobie: kuka co piętnaście minut przez całą dobę. Obojętne, czy to dzień, czy noc. Nie mogę spać.
- To drobiazg - powiedział Smok.
- Jaki drobiazg - oburzył się książę. - Po dniu wypełnionym Bardzo Ważnymi Sprawami mam chyba prawo do spokojnego snu.
- Miałem na myśli, że poprawka będzie drobiazgiem. Każ przynieść zegar do mnie, a naprawię go na poczekaniu.
- A teraz do rzeczy, bo czas mija - powiedział Krak i zeskoczył ze stołu. Grzebał przez chwilę w głębiach kieszeni książęcego płaszcza, potem wyciągnął płaską, zgrabną koronę i włożył ją sobie na głowę. Wyglądał teraz imponująco. Smok poczuł się nieswojo w szlafroku i przydeptanych pantoflach. Krak odłożył swój lizak na talerzyk i powiedział:
- Jesteś jeszcze moim przyjacielem?
- Czyżbyś miał jakieś wątpliwości co do tego?
- A więc dobrze. Poproszę cię o przysługę ważną dla całego państwa. Tylko ty możesz mi pomóc."
"- Skądże znowu - zaprotestował Smok, gdyż był nie tylko uprzejmy i gościnny, ale także niezwykle skromny. Ale na pewno zrobiło mu się przyjemnie, bo komuż nie jest miło, gdy się go chwali?- Wiem, co mówię. Tylko ty możesz mi pomóc - powtórzył Krak. - Jak wiesz, w poniedziałki, środy i piątki mogą przychodzić do mnie obywatele ze wszystkimi sprawami, jakie uważają za ważne dla siebie. Proszą wówczas o pomoc w wychowaniu dzieci, skarżą się na nieudolność, a często także na nieuczciwość urzędników, zapraszają mnie na placek ze śliwkami, zapytują o budownictwo mieszkaniowe, i tak dalej, i tak dalej.
Na wspomnienie placka ze śliwkami Smok głośno przełknął ślinkę. Przepadał wprawdzie za grysikiem z cynamonem, ale bynajmniej nie gardził plackiem, zwłaszcza gdy było na nim dużo śliwek, grubo posypanych mączką cukrową.
- Uważaj, co teraz powiem - ciągnął książę, poprawiając od czasu do czasu koronę, która przekrzywiała mu się to na prawo, to na lewo. - Przyszedł do mnie czcigodny Hipolit Gąbka, właściciel znanej ci gospody „Pod Trzema Gwiżdżącymi Kotami” przy ulicy Poczciwych Flisaków, brat słynnego uczonego Baltazara Gąbki, autora wielu rozpraw z dziedziny biologii, a zwłaszcza cennej pracy o zakończeniach nerwowych w pysku ślimaka winniczka.
- Momencik - powiedział Smok i podszedł do półki z książkami. - Mam to dzieło z dedykacją autora.
Wyjął z biblioteki gruby tom w skórzanej oprawie, otwarł go na tytułowej stronie i przeczytał głośno: „Wielce Kochanemu Smokowi Wawelskiemu, chlubie Grodu Kraka, z serdecznymi pozdrowieniami od autora”. - Tak. To właśnie ta rozprawa. Była tłumaczona na piętnaście języków, między innymi na język ki-shaweli oraz narzecze szczepu Niam-Niam. Jej autor jest profesorem naszej Akademii i członkiem wielu zagranicznych towarzystw naukowych. Pięć lat temu wybrał się do Krainy Deszczowców, aby zebrać nowe obserwacje do pracy na temat rozwoju poczucia wspólnoty u żab latających Rhacophorus reinwardti Boie. Kraina Deszczowców ma odpowiednie warunki naturalne do studiowania tego zagadnienia. Żab jest tam znacznie więcej niż ludzi.
- I jeszcze stamtąd nie wrócił?"
"- Skąd wiesz? - zdziwił się książę.
- Domyślam się tylko. Pewnie w tej sprawie przyszedł do ciebie poczciwy Hipolit Gąbka.
Książę skinął głową.
- Tak jest. Hipolit Gąbka obawia się, że tak długi pobyt brata w Krainie Deszczowców może niekorzystnie wpłynąć na jego zdrowie. Klimat jest tam okropny.
- Wilgoć. Bagna. Mgła. Reumatyzm - wyrecytował Smok jednym tchem.
- Deszczowcom to nie szkodzi - ciągnął Krak - ale normalny człowiek nie może tam przebywać dłużej niż dwa lata.
- O ile mi wiadomo, Deszczowcy uważają siebie za normalnych, a nas traktują jak gorszy gatunek ludzi.
- Niestety - westchnął książę. - Pan Hipolit wysyła listy do brata, namawiając go do powrotu, ale uczony tak się pogrążył w swych badaniach, że nawet słyszeć o tym nie chce. Zresztą od pewnego czasu przestał odpisywać na listy. Obawiam się, że jest na najlepszej drodze do przyjęcia obywatelstwa Krainy Deszczowców. Pomyśl, to byłoby okropne: sława naszej nauki, członek Akademii - przyjeżdżający w wannie wypełnionej deszczówką! Nie, nie chciałbym dożyć takiej chwili !"

"Książę Krak zdjął koronę i z rozpaczy wydarł sobie garść włosów.
- Postanowiłem więc posłać do niego kogoś - ciągnął dalej - kto potrafi przemówić mu do rozsądku. Jako książę nie mogę dopuścić do tego, żeby tak wielki uczony zmienił się w Deszczowca. Byłaby to niepowetowana strata dla naszej kultury.
- No dobrze - powiedział Smok. - Ale co ja mam z tym wspólnego? Nigdy nie interesowałem się żabami.
- Chcę cię prosić, żebyś tam pojechał i nakłonił go do powrotu.- Ja?
- Tylko ty możesz wybrać się w tak długą, i po prawdzie, niezbyt bezpieczną podróż. Mnie nie pozwalają na to ważne sprawy państwowe. Muszę być stale na miejscu.
- Wiesz dobrze, że od czasu ostatniej wyprawy do Krainy Smutnego Kaktusa postanowiłem zerwać z podróżami i poświęcić się dokonywaniu wynalazków. Jestem właśnie na najlepszej drodze do skonstruowania zdalnie sterowanej i niezwykle ekonomicznej polewaczki.
- Byłbym złym władcą, gdybym o tym nie wiedział - rzekł Krak. - Ale pomyślałem sobie, że dobrze by ci zrobiła taka przejażdżka. Jesteś znany jako słynny podróżnik i autor wielu książek podróżniczych.
- Zestarzałem się trochę - rzekł Smok ze smutkiem w głosie. - To straszne, ale najlepiej czuję się w pantoflach i szlafroku.
Krak zamachał rękami, jakby się opędzał przed rojem pszczół.
- Nie mów tak - zawołał. - Jesteś nieśmiertelny, więc nie ma mowy o starzeniu się!"